Wyświetl większą mapę
Niedzielny poranek postanowiłem spędzić w towarzystwie amerykańsko - hinduskim (+ jeden Chińczyk + jeden Włoch)..
Celem naszej wyprawy był w zasadzie tylko wodospad - Mānoa Falls - usytuowany nieopodal akademika , co dobrze widać na mapce. Jednakże po drodze okazało się, że w zasadzie jest to wycieczka do prawdziwego lasu tropikalnego :) Aż trudno uwierzyć, że przemieszczając się z Honolulu zaledwie 4 km trafia się do prawdziwej dżungli !
Wejście do lasu wygląda całkiem niepozornie, ot kolejna wycieczka..
A oto roślina taro, której liście służą za okrycie mięska w restauracjach, a korzonki do robienia paskudnego sosu poi, który można jeść tylko i wyłącznie z miłym dla podniebienia mięskiem :P
Trzeba przyznać, że wyprawa z Hindusami jest zdecydowanie weselszym wydarzeniem niż takaż z Włochami :P Przede wszystkim ponieważ są członkami ponadmiliardowej społeczności, więc z trudem dogadują się w języku hindi - efekt jest taki, że można ich zrozumieć po angielsku i nie spiskują ! Poza tym to naprawdę mili goście i zdecydowanie twierdzą, że nie warto jeździć do Indii, bo nie można spotkać tam nic ciekawego oprócz robaków i ludzi :P No i zwłaszcza z tym panem z wąsem trudno się dogadać, więc większość rozmów kończy się jakimś wesołym nieporozumieniem. Ale i oni mnie do końca nie rozumieli, więc przynajmniej byliśmy kwita :P
Doprawdy tutaj widać, że mi całkiem wesoło, ale dwie godziny później okaże się, że banda niegroźnych Hindusów będzie chciała mnie zjeść... Ale o tym później!
Jak widać trasa miesza elementy bardzo łatwego turystycznego szlaku z bardzo dziką przyrodą. Najpiękniejszej częście tej wyprawy niestety nie byłem w stanie ująć - ptaków ! Doprawdy latająca fauna Hawajów coraz bardziej mnie zadziwia. Prawdopodobnie pójdę wkrótce do zoo, żeby zrobić ładne zdjęcia tych stworzeń. A do tego śpiewają naprawdę cudownie !
Po niezbyt intensywnej półgodzinnej wspinaczce dociera się w końcu do honolulskiej Siklawicy - 30 metrów wysokości i goła ściana, a na jej tle zdobywcy Hawajów z Europy ;)
Cały czas mam wrażenie jak bym stawał się coraz bardziej utyty na tej amerykańskiej diecie :P Oczywiście proszę zaprzeczać we wszelkich komentarzach :P I naprawdę nie jem śniadań ! (inna sprawa, że zazwyczaj zjadam podwójny obiad i kolację :P)
W każdym razie między bambusy wciąż się mieszczę !
To na dowód, żeby podejrzliwi nie sądzili, że wszystkie zdjęcia ściągam z Wikipedii !
Trzeba przyznać,że pogoda w lesie tropikalnym dramatycznie różniła się od tej, która była 3 godziny później na plaży ! Zdecydowanie chmury zatrzymują się nad niewielkim pasmem górskim na Oahu i skrapiają wszystko lekkim deszczykiem - jest naprawdę parno!
Po tak miłej wyprawie człowiek potrafi bardzo zgłodnieć, nawet wszyscy bardzo głodnieją i wędrówka do restauracji może być długa..
Ale o tym i o krwiożerczych Hindusach, od których uratował mnie egipski zestaw kuchni faraona napiszę w następnym odcinku.. ;)
